Psychologia szczęścia

Spytano parę staruszków, jak wytrzymali ze sobą tyle lat.

Nie wiem, jak wyglądają współcześnie wpajane dzieciom wzorce, ale moje pokolenie w większości wychowywało się w atmosferze ciepła i świadomości, że rodzina jest ważna, że o rodzinę trzeba dbać i ją pielęgnować. Rozejrzyjmy się dookoła. Rodzina, to już prawie archaizm, taka z moich dziecięcych wyobrażeń. Z klasycznego modelu rodziny 2+1, czy 2+2, czy 2+… Itd. Chyba więcej jest rodzin, w których sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Mamy opcję mama + dziecko, mamy opcję tata + dzieci, mamy też opcje 2+1 plus tyle, że macocha zastępuje Ci matkę, albo zamiast ojca jest ojczym. Rodziny patchworkowe. Są też związki niezalegalizowane i spotkania trochę b2b. Układy win&win albo ważne, że mi było dobrze. Model klasyczny stał się, lekko mówiąc przestarzały. Kombinacji, w których żyją ludzie jest pewnie tyle ile związków i może wszystko byłoby dobrze, żeby w każdej z tych relacji, był szacunek, miłość i docenianie drugiego człowieka. Umiejętność dzielenia się swoim życiem, dobrymi i złymi chwilami. Wzajemne wspieranie się i wyrozumiałość, a jak to wygląda, kiedy się rozejrzycie?
Zdrady, związki opierające się na benefitach. Wersje życia takie jak „kupisz mi spodnie, zrobię Ci loda” tyle, że przełożone na większe budżety. Przypadkowi partnerzy, przypadkowi ludzie, przypadkowe dzieci. Przymykanie oczu na oznaki braku szacunku. Gdzie w tym wszystkim szukać większych wartości? Gdzie jest miłość, wierność i takie tam?
Demot który jest już wiekowy, pasuje mi tu idealnie.

Spytano parę staruszków, jak wytrzymali ze sobą 50 lat. Odpowiedzieli: „Bo widzi Pan, urodziliśmy się w czasach, kiedy jak coś się psuło, to się to naprawiało, a nie wyrzucało do kosza.

Jest tak trochę co? Z czego to wynika?

Ze strachu.

Ludzie boją się otworzyć, pokazać siebie, bo wiedzą, że wystawiają się na cios. To działa w dwie strony. Każdy siedzi w swojej skorupie, układa swoją osobowość i ta druga strona się z nią wiąże, z tą narysowaną osobowością. Potem wszystko wychodzi na wierzch. Jest płacz i łzy, albo po prostu kurtuazyjne podanie ręki lub odgłos trzaskania drzwiami i … zaczynamy od początku.

A może by tak wrócić do korzeni i zawalczyć o to, co ważne?

A może zaryzykować i przestać się bać?

Życie bez fundowania sobie wiecznej dawki strachu jest przyjemne. Bardzo przyjemne.

Postęp czasu, zmiana warunków życia, powoduje rożne kombinacje, w jakich ludzie się znajdują, ale chyba nie to ma największe znaczenie. Ważne jest, żeby stać zwróconym do innego człowieka frontem i patrzeć mu prosto w oczy, a nie odwracać się plecami kiedy mamy pod nogami pierwsze kłody. Na pewno jest sposób, żeby je ominąć – RAZEM.

Tak. Masz rację to jest trudniejsze.

Dobrze nie zawsze znaczy łatwo i wygodnie, a wygodnie i łatwo nie zawsze znaczy dobrze.

Ktoś mówił, że będzie łatwo?